W zapale przedświątecznych przygotowań przypomniały mi się przygotowania w atmosferze stanu wojennego. Klimat ograniczeń, kartek, braku … wszystkiego poza octem. Trąbią o tym w TV, radiu, prasie, internecie.
Przypomniałem sobie swoje własne podróże na wschód (Podlasie) po rąbankę, jajka i inne produkty spożywcze. Na kartkach nie dało się normalnie przeżyć. Rano w pociąg. Po południu byłem znowu w Warszawie z prowiantem. Jedno i drugie ciężko było przewieźć. Jajka łatwo się tłukły. A woziłem w plecaku ze stelażem. Dopracowałem metodę i … stłuczki nie istniały. Z mięsem też nie było łatwo. Ćwiartka świni trochę ważyła. Poza tym zawsze gdzieś krew przeciekała. Nigdy nie kładłem torby czy plecaka na półce. Żeby komuś krwią ciuchów nie pochlapać. Dziś to brzmi trochę jak bajka. Ale to najprawdziwsza prawda.
Pamiętam też pierwsze ograniczenie w zakupie … cukru.
Byłem na wakacjach. Rok 1976. Na działce w lesie. Mama jakieś konfiturki robiła bo środek lata i owoców mnóstwo było.
„Podjedź no do sklepu i kup 5 kilo cukru.”
Leszczyk młody byłem. Siadłem na rower i pojechałem. Wchodzę do sklepu (podwarszawskie zadupie, sklep otoczony drzewami).
„5 kilo cukru poproszę”
„Po kilogramie sprzedajemy” – w sklepie poza mną była tylko ekspedientka. Nie do końca rozumiałem czemu tylko kilo.
Wziąłem kilo i wyszedłem. Natychmiast potem wszedłem i kupiłem ponownie. I tak 5 razy. Do dziś nie wiem po kiego wała baba mnie tak przeczołgała.
Fakt, że kilka dni później cukier po 10,50 był na kartki, a w wolnej sprzedaży tzw. komercyjny po … 26,- i tego do oporu było.

 

A dziś? Nuda. 150 gatunków szynki, cukier biały, brązowy, trzcinowy, …, jajka zwykłe, z wolnego wybiegu, ekologiczne, przepiórcze. Nawet słynny ocet w takiej różnorodności występuje, że nie wiadomo co wybrać.
I bez kolejki, kartek, bez problemu.

Pozdrawiam przedświątecznie i bezkartkowo