Byłem wczoraj na spotkaniu z klientem. W małym miasteczku na Kujawach. Wybraliśmy „najlepszą” restaurację w mieście. „Najlepsza” restauracja polecała gęś jako swoją specjalność. Na trzy sposoby. Udko w sosie ziołowym, udko w sosie naturalnym i pierś duszoną. Dodatki były takie same. Kluski śląskie (na Kujawach) i modra kapusta (na Kujawach). No dobra, czepiam się regionalizmów. Ale na tym zaskoczenie się nie skończyło. Z trzech pozycji „specjalności zakładu” były tylko dwie. Udka, w sosie naturalnym lub w sosie ziołowym. Trzy z pięciu osób wybrały te udka, w tym ja. Tu kolejne zaskoczenie… To takie same udka. Podane identycznie. A sos ziołowy podano w osobnej sosierce. Porażka… Nie jedyna. Kolejną była jakość mięsa. Widać, że ktoś, kiedyś upiekł te udka. Nie wiem tylko jak dawno lub jak długo trzymano je w piecu. Były wysuszone, miejscami wręcz twarde z wypieczenia. I taka porcja… 49 złotych. I wstyd przed klientem. Tak to bywa z prowincjonalnymi restauracjami serwującymi prowincjonalne gęsi.

Na szczęście klient podszedł do tej gęsi ze zrozumieniem… :-)

Na poprawę humoru zaserwuję sobie (i Wam) The Snow Goose zespołu Camel.

Pozdrawiam