Z każdym zawodem, wykonywanymi obowiązkami, kojarzy się jakiś strój. I chciałbym skupić się na strojach męskich.

Lekarze w fartuchach, górnicy w swoich kombinezonach, hutnicy w strojach żaroodpornych, Chippendales hm… sam nie wiem, itd. Każdy zawód ma swój strój roboczy. Każdy też nosi czasem strój odświętny. Strój, który zakłada w czasie wolnym.

Ludzie ubierają się w święta czy dni wolne inaczej niż na co dzień, inaczej niż do pracy. Większość ubiera się… odświętnie. Bo tak w święto wypada. Zamiast drelichów, fartuchów, mundurów, czy innych służbowych uniformów ludzie zakładają garnitury, ładniejsze spodnie i koszule. Wyczyszczą buty.

A co ma zrobić ktoś, kto codziennie posuwa do pracy w garniturze, garniaku, gajerze…??? Ma założyć inny garnitur? W innym kolorze? O innym kroju? Nie wiem.

Wiem natomiast, że po pięciu dniach w garniturze, weekendy i wszelkie wolne dni najchętniej spędzam ubrany jak… lump. To jest mój „odświętny” strój. Mam stare jeansy, z dziurą na kolanie. Dobrze ułożoną bluzę. Idealnie wydeptane buty. Latem, natomiast, koszulka, najlepiej taka dobrze wyciągnięta, żeby nie uwierała. Krótkie spodenki i japonki. Pełnia szczęścia! I co i więcej trzeba? NIC!

Słucham tylko wciąż komentarzy żony, że wyglądam jak pod budką z piwem. Ale cóż. W każdym zawodzie zmieniamy strój na inny. Ja też :-) I taka przemiana jest mi do szczęścia potrzebna. Przynajmniej raz w tygodniu, w weekendy.

Muzycznie taka lokalna niespodzianka.

Pozdrawiam