Siedzę w Amsterdamie w hotelu i nie za bardzo mam co ze sobą zrobić. Dochodzi północ. Dzień mnie wykończył.

Naszło mnie na jakieś sentymentalne wycieczki w przeszłość.

Wszystko u mnie kręci się wokół muzyki, więc i te wycieczki też skończyły się muzycznie. Znacznie jednak spokojniej niż zazwyczaj. Żadnego Rammstein, żadnych Purpli. Naszło mnie jakoś na Marillion i Fisha.

Marillion to od zawsze Kayleigh. Po prostu. Do zestawu pasuje mi też ich Chelsea Monday. Obie lubię od dawna, ale słucham od czasu do czasu. Wymagają, dla mnie, odpowiedniego nastroju. A taki nastrój mam teraz. Trudny do opisania.

Do kompletu dwie piosenki Fisha, byłego wokalisty Marillion.

Fish – The Company - bardzo pogodna. Do tego kolejna zatytułowana Cliché  – nastrojowa i spokojna.

I tak mija północ…

Pozdrawiam