Archiwum dla Listopad, 2017

Powróciłem

Wróciłem.

Ostatnie trzy tygodnie jeździłem po Polsce i nie tylko.

Delektowałem się czeską i słowacką kuchnią. W każdej knajpie zamawiałem zupę czosnkową – jako badanie porównawcze.

Końcówkę ostatniego tygodnia spędziłem w Budapeszcie. Miasto jak miasto, ale ten ich język… Do nijakiego innego niepodobny. W hotelu, na szczęście, rozmawiali po angielsku. W knajpach też. Ale już w sklepach prowadziłem nierówną walkę ze sprzedawcami a w sklepach samoobsługowych uchodziłem za skrzyżowanie niemowy z idiotą. Płacąc kartą uniknąłem przykrego rozpoznawania nieznanych mi banknotów (przy cenach za byle co w setkach lub tysiącach nie przewiduję monet). Szwendając się w środowy wieczór po Budapeszcie zobaczyłem plakat (po węgiersku) informujący o koncercie z okazji 55 lat występów na scenie zespołu Omega. Z tego wszystkiego zrozumiałem „Omega”, „55″ i „28.12.2017″. Reszta to moja interpretacja. Myślę jednak, że prawdziwa.

Widziałem na YT cały koncert zagrany przez Omegę 5 lat temu z okazji 50-tej rocznicy występów. Zajebisty. Mimo, że znam tylko ze 2 lub 3 ich piosenki (w tym tą jedną najbardziej rozpoznawalną) to koncert obejrzałem w całości. Miodzio.

Dla pokazania fenomenu klasyka. Gyöngyhajú lany z 2012 z koncertu jubileuszowego. Wspaniałe wykonanie.

Ale nie tylko szwendać się po Budapeszcie pojechałem. Poza nudnymi zajęciami (w końcu byłem w pracy…) byłem też w jakiejś odjechanej knajpie. Niedaleko takiej wielkiej karuzeli albo czegoś w stylu diabelskiego młyna). Knajpa droga, na szczęście nie ja płaciłem :-) Gościom przygrywała kapela w składzie: cymbalista, kontrabasista i skrzypek. Z ciekawości przejrzałem źródła i doszedłem do wniosku, ze cymbały były huculskie. Ale może się mylę.

Kapela grała, ludzi w knajpie była ze setka. Hałas taki, że własnych myśli nie było słychać. I nagle w tym całym chaosie rozpoznałem graną melodię. Hej sokoły! Nie znalazłem niczego pasującego, więc nie będę zamieszczać.

W planie miałem przywieźć Tokaj. Bo skąd jeśli nie z Węgier. Jednak zamiast Tokaju przywiozłem grypę. Dochodzę do siebie. Powoli.

I na zakończenie taka sobie przeróbka dość ponurej pieśni zespołu Rammstein. Mutter. Mnie powaliła. Słuchać warto od mniej więcej 1 minuty. Miłego słuchania.

Pozdrawiam

Długo się wahałem

Ale coś, jednak, pękło.

Jak już wspominałem, ten blog miał być wolny od polityki. Ale nie mogę się powstrzymać od kilku komentarzy do naszej codzienności, do której nachalnie pcha się polityka.

Lekarze rezydenci i ich strajk. Nie jestem rezydentem, lekarzem ani nikim związanym ze służbą zdrowia. Chyba jedynie jako pacjent.

Usłyszałem ostatnio wypowiedź niejakiego Karczewskiego na temat lekarzy rezydentów. Jak można być takim hipokrytą? Dla idei można pracować przy zarobkach Karczewskiego. Poniżej pewnej kwoty, ważniejsza staje się „micha”. Piramidy Maslowa nie odwrócimy dla przyjemności jakiegoś Karczewskiego.

Kolejnym tematem, który mnie zirytował była odmowa wszczęcia śledztwa przeciwko posłowi Kaczyńskiemu za atak na posłów. Uzasadnienie prokuratury świadczy jednoznacznie o sterowaniu. Ręcznym sterowaniu. A to już powrót do najciemniejszych czasów głębokiej komuny. Wtedy sekretarze partyjni (na różnych szczeblach władzy) podawali wyroki i rozwiązania spraw „niezawisłym” sądom i prokuratorom. Nie sądziłem, że doczekam powrotu takich czasów. Ale z tej decyzji prokuratury można wyciągnąć jeden wniosek. Jeśli będę chciał kogoś obrazić, to wystarczy, że swoją wypowiedź skieruję w jego stronę w liczbie mnogiej. Nawet stojąc tak blisko rozmówcy, że poczuje mój oddech na twarzy. I nic nikomu do tego, bo nie obrażę jego tylko jakiś nieokreślony ogół. Wystarczy stanąć przed biurem poselskim pis w Sierpcu (przejeżdżam tamtędy czasami). Jest w jednym budynku z jakimś sklepem i innymi biurami. I na całe gardło wywrzeszczeć stek inwektyw wprost w okno biura. Ale nie personalnie. I co? I nic. Idąc za wykładnią związaną ze sprawą posła Kaczyńskiego – mogą mnie pocałować w dupę.

A już szczytem bezczelności jest pozew posłanki Pawłowiczówny przeciw Jerzemu Owsiakowi. Mam wrażenie, że chce doprowadzić do tego, że sterowana prokuratura doprowadzi do skazania Owsiaka (w sumie za niewinną wypowiedź) i uwali WOŚP. I tak to bywa. A z drugiej strony nie przypominam sobie jakiejkolwiek wypowiedzi posłanki Pawłowiczówny, która nie byłaby pełna jadu, nienawiści i ataków na rozmówcę. Cóż, tak już ma. A reprezentuje partię niosącą Boga i miłość bliźniego na sztandarach. Nie wiem jak to zestawić z jadem w wypowiedziach pisowskich posłów.

Stare powiedzenie mówi (piszę ogólnie, żeby nie było, że personalizuję) - ”Nie zaczynaj dyskusji z idiotą. Sprowadzi cię do swego poziomu i pokona doświadczeniem.”

Autorstwo przypisuje się Markowi Twainowi. Miał chłop rację.

Dla odreagowania piosenka.

Pozdrawiam