Leslie Warszawski

Ten użytkownik nie wpisał jeszcze żadnych informacji o sobie.


Wpisy Leslie Warszawski

I znowu ktoś odszedł…

Właśnie przeczytałem, że zmarł Tom Petty. To kolejny muzyk, który odszedł w ciągu ostatnich miesięcy.

Może wielkim fanem nie byłem, ale pamiętam doskonale kilka jego piosenek.

Najbardziej utkwiła mi w pamięci Mary Jane’s Last Dance. Warto oglądać do ostatnich sekund.

Pozdrawiam

 

 

Gówno, po francusku…

Takie luźne skojarzenie z ostatnich dni.

Zacznę od gówna. Bo dosłownie o nie chodzi.

Jako, że do pracy mam daleko, w kategoriach dojazdów nawet całkiem sporo bo ponad 200 kilometrów, czasem musze się zatrzymać. W celach wiadomych. Wymiana płynów, rozprostowanie kości.

Przy takiej pogodzie i takim wysypie grzybów zjechałem ostatnio z głównej szosy i wjechałem w leśną drogę. Zatrzymałem się. I, poza czynnościami, których nie będę opisywał, ruszyłem na grzyby, Ale nie tak z koszem, wiadrem, czy inną torbą. Po prostu ot, przejść się po lesie i znaleźć może kilka grzybów. Te były, jako że jesień dopisała w tym względzie. Jedno czym nie pasowałem do tegoż lasu to mój strój. Biała koszula, garniturowe spodnie i adekwatne obuwie. Po kilku minutach stwierdziłem, że wystarczy. Grzybów i tak jest dużo (zapełniłem jedyną posiadaną reklamówkę) i czas ruszać. I tu czas na gówno! Równomiernie pokrywające jeden z butów. Drepcząc po lesie upaprałem drugi but i spodnie do pół łydki. No usiąść i płakać. Buty oczyściłem na tyle, na ile się dało, zdjąłem i zmieniłem na inne. Na szczęście miałem. Spodnie… Zużyłem 3 butelki wody mineralnej i cały zapas jakichś szmat zalegających w samochodzie. Jakoś wyglądały, choć niezbyt świeżo. W samochodzie dało się wyczuć specyficzny „zapach” roztartego wodą gówna. W domu wiadomo. Buty do generalnego czyszczenia, spodnie do prania. Ale grzyby zostały. Na zakończenie „luźno” związana z tematem piosenka zespołu Dr. Huckenbush.

Gówno już było. Teraz czas na francuski. Chodzi o język. Od dwóch dni jestem we Francji i nie mogę wyjść z podziwu jak oni mogą tak nie znać języków obcych. Chodzi mi o ludzi, którzy pracują w miejscach, w których język obcy przydałby się i ułatwił życie. Na przykład barmanka na lotnisku. Tylko po francusku. Dwóch taksówkarzy. Tylko po francusku (dobrze, że sobie napisałem na kartce adresy). Jeden z nich całą drogę zabawiał mnie rozmową :-) Ze 25 minut opowiadał coś. Nie do końca wiem co. Z kontekstu (o ile mogę to tak ująć) żalił się na przepisy taksówkowe we Francji, a może chwalił te przepisy. Ale coś o przepisach z pewnością było. Mój „francuski” jest baaardzo ograniczony. Ale i tak lepszy niż angielski czy niemiecki przeciętnego Francuza.

No nic. Kwitnę na lotnisku w Paryżu, jest więc szansa, że za niedługi czas moje problemy językowe się skończą. Wieczorem będę w Warszawie!

Pozdrawiam

Pre

Dziś na temat, który pojawia się w przestrzeni publicznej co jakiś czas. Szczególnie w okresie wzmożonej aktywności tematów pro-  lub antyaborcyjnych.

Chodzi o badania prenatalne. Dla jednych to badanie przed usunięciem ciąży (takie opinie słyszałem) dla innych badanie jak wiele innych.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że spotkałem się ze skutkiem tych badań. Nie, nie ja byłem badany. Koleżanka z pracy zaszła w ciążę. Wspólnie z partnerem planowali to od kilku miesięcy. Po jakimś czasie, nagle, zniknęła z pracy. Chyba po trzech miesiącach ciąży. Co się okazało? W badaniach wyszły jakieś wady dziecka. A i ona sama poczuła się źle. I co dalej? Ano walczy jak lwica, żeby wyleczyć noszone dziecko i poprawić swój stan zdrowia.

Nie widzę więc związku między badaniami prenatalnymi a przerywaniem ciąży. Dzięki TYM badaniom, ta, konkretna osoba, ma szansę na wyleczenie swojego nienarodzonego dziecka. Bez TYCH badań urodziłoby się chore, z uszkodzeniami lub wadami. Dzięki TYM badaniom, ma szansę urodzić się zdrowe.

Czego im życzę.

Pozdrawiam

Pamięć i szacunek

Podobny obraz

Dziś rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Opinii o tym zdarzeniu jest wiele. Im mniej osób pamiętających samo Powstanie, tym więcej „mądrali” wiedzących lepiej jak było. Mój ojciec był Powstańcem. Od niego wiem jak było tam, gdzie walczył. I to mi wystarczy.

Chciałbym tylko, aby na uroczystościach uszanowano ostatnich żyjących uczestników Powstania. Odczytano apel poległych. Bez apelu smoleńskiego. Jaki jest związek między ofiarami Powstania a ofiarami wypadku lotniczego?

I nie dorabiajmy do Powstania Warszawskiego niepotrzebnej ideologii. To nikomu nie służy.

Uszanujmy zryw Polaków, Warszawiaków, Powstańców. Uszanujmy ich ofiarę. Choćby w taki sposób.

A czy to wszystko miało sens czy nie? To niech już sobie każdy rozpatrzy w swoim sumieniu.

Pozdrawiam

Parę garści po urlopie

Urlop był, ale się skończył. Próbuję zachować dobry nastrój i aktywność rozpoczętą na urlopie.

Ale parę garści to nie tylko o urlopie.

Wczoraj wieczorem dotarła do mnie informacja o samobójstwie Chestera Benningtona. Wokalisty Linkin’ Park. Wielkim fanem zespołu nie byłem i nie jestem. Uważam jednak, że dorobili się kilku, naprawdę, dobrych piosenek. Mi w pamięci zapadła szczególnie jedna. What I’ve Done. Genialna piosenka i przerażający teledysk.

Dwa miesiące temu odszedł Chris Cornell. Też popełniając samobójstwo. Czy to jakaś plaga…? Dla przypomnienia jedna z jego ostatnich piosenek. The Promise.

Dość ponurych klimatów. Choć wciąż pozostaję przy klimatach muzycznych.

Stałem się ostatnio szczęśliwym posiadaczem kilku płyt. I tak po kolei.

Me and That Man płyta zatytułowana Songs of Love and Death. Prawie nie wychodzi z odtwarzacza w samochodzie. Jako reprezentant piosenka Cross My Heart And Hope To Die.

Kolejna płyta to najnowsze wydawnictwo Rogera Watersa pod wiele znaczącym tytułem Is This the Life We Really Want? Dla mnie brzmi jak kombinacja pomysłów z The Dark Side of the Moon i The Wall Pink Floyd oraz solowego pomysłu Watersa, Radio KAOS. Ale słucha się przyjemnie. Z tej płyty piosenka Wait for Her.

Kolejna płyta to najnowsza produkcja dziadków hard rocka, Deep Purple. Słuchając płyty inFinite mam mieszane uczucia. Nie powala mnie, ale jest we mnie sentyment do zespołu i słucham jej. Z tej płyty utwór All I Got Is You. Może po kolejnym przesłuchania płyty przekonam się do niej bardziej. Na razie przesłuchałem 2 razy i wystarczy.

Ostatnim nabytkiem jest płyta zespołu IQ zatytułowana The Wake. Świetne wydawnictwo progresywnego rocka lat 80-tych. Z tej płyty piosenka o francuskojęzycznym tytule Dans le parc du chateau noir.

Poza tym słucham głównie Motörhead. Ze szczególnym upodobaniem do piosenki Going to Brazil. We trzech robili tyle rock’n'rollowego hałasu…

Na koniec nawiązanie do ostatniej, żenującej, sytuacji politycznej. Jedyne co mi przychodzi do głowy to TILT, Nie wierzę politykom.

Na dziś tyle.

Pozdrawiam

 

A miało być tak pięknie…

Majowy długi weekend to dla mnie okazja do pobycia z rodziną.

Postanowiłem przygotować kolację. Nic wyszukanego, ale „tymi ręcami”.

Jajka z koreczkami anchois.

Z jajkami poszło gładko. Ugotowane do odpowiedniego stopnia twardości.

Anchois skryte były w małej puszce z oczkiem do otwierania.

Otworzyłem ciągnąc prawą ręką za oczko i lewą trzymając maleńką puszeczkę. Puszeczka była mała, nieco śliska i się wysunęła z dłoni.

Oderwane już wieczko gładko przemknęło po lewej dłoni. Na szczęście usunąłem dłoń znad jedzenia bo byłoby nieco krwiste. Piękne, precyzyjne cięcie między kciukiem i palcem wskazującym uświadomiło mi i obserwującym bliskim, że w człowieku płynie krew…

Pięknie przyozdobiłem podłogę i wszystko po drodze do kuchni, bo gnany jakąś wewnętrzna potrzebą uznałem, że tam powinienem się udać.

Odmówiłem wyjazdu na szycie. Jak chcą mnie szyć to proszę bardzo. W domu. Jedyne skojarzenie to Doctor, Doctor…

I tak od kilku dni noszę elegancki opatrunek na dłoni. Najgorzej, że sam musze go zmieniać… Jedną ręką trzymaj gazę, drugą przylep plaster, trzecią odetnij jego nadmiar… A mam tylko jedną wolną.

No cóż. Z gotowania i zajęć kulinarnych nie zrezygnuję. Anchois będę kupował w słoiczkach :-)

Pozdrawiam

Po raz pierwszy

Jaka jest piosenka, którą jako pierwszą zapamiętałem? Chodzi mi o piosenkę inną niż przedszkolna czy tez szkolna z lekcji śpiewu. Żadne Mazowsze czy też Zespół Reprezentacyjny Wojska Polskiego. Piosenkę tzw. popularną. Z radia.

I tu mam zagwozdkę.

Może to Thin Lizzy i ich Whiskey in the jar?

Może to Resonance  i O.K.Chicago?

A może Jethro Tull i Thick as a brick?

Może Paper Lace – The night Chicago died (to już druga piosenka z Chicago w tym zestawieniu!)?

Może Vanilla Fudge – You Keep Me Hangin’ On?

Może Grand Funk Railroad – Inside Looking Out?

Sam już nie wiem. Dziś moje muzyczne upodobania wiele się nie zmieniły. Lubię każdą muzykę, która mi się podoba :-) Nawet TAKĄ lub TAKĄ.

Pozdrawiam z pięknego miasta Olomouc

 

Wycieczka dosłownie i nie tylko

 

Siedzę w Amsterdamie w hotelu i nie za bardzo mam co ze sobą zrobić. Dochodzi północ. Dzień mnie wykończył.

Naszło mnie na jakieś sentymentalne wycieczki w przeszłość.

Wszystko u mnie kręci się wokół muzyki, więc i te wycieczki też skończyły się muzycznie. Znacznie jednak spokojniej niż zazwyczaj. Żadnego Rammstein, żadnych Purpli. Naszło mnie jakoś na Marillion i Fisha.

Marillion to od zawsze Kayleigh. Po prostu. Do zestawu pasuje mi też ich Chelsea Monday. Obie lubię od dawna, ale słucham od czasu do czasu. Wymagają, dla mnie, odpowiedniego nastroju. A taki nastrój mam teraz. Trudny do opisania.

Do kompletu dwie piosenki Fisha, byłego wokalisty Marillion.

Fish – The Company - bardzo pogodna. Do tego kolejna zatytułowana Cliché  – nastrojowa i spokojna.

I tak mija północ…

Pozdrawiam

 

 

Szarlotka – wersja alternatywna

A tym razem przepis alternatywny. Bardziej pasowałby do typowych blogów kulinarnych, cukierniczych, ciastkarskich, gdyby nie pewne szczegóły…

Tak jasno i precyzyjnie powinny być pisane wszystkie przepisy dla panów.

1. Z lodówki weź 10 jajek – połóż na stole ocalałe 7, wytrzyj podłogę, następnym razem uważaj!

2. Weź sporą miskę i wbij jajka rozbijając je o brzeg naczynia.

3. Wytrzyj podłogę, następnym razem bardziej uważaj! W naczyniu mamy 5 żółtek.

4. Weź mikser i wstaw do niego skrzydełka i zacznij ubijać jajka.

5. Wstaw od nowa skrzydełka do miksera, tym razem do oporu. Zacznij ubijać.

6. Umyj twarz, ręce i plecy. W naczyniu pozostały 2 żółtka, a dokładnie tyle potrzeba na szarlotkę.

7. Oklej ściany i sufit kuchni gazetami, meble pokryj folią, będziemy dodawać mąkę.

8. Nasyp 20 dkg mąki do szklanki, pozostałe 80 dkg zbierz z powrotem do torebki.

9. Sprawdź czy ściany i sufit są oklejone szczelnie, przystąp do miksowania.

10. Weź szybciutko prysznic!

11. Weź 4 jabłka i ostry nóż.

12. Idź do apteki po jodynę, plaster i bandaże. Po powrocie zacznij obierać jabłka. Przemyj jodyną kciuk!

13. Potnij jabłka w kostkę pamiętając, że potrzebujemy 2 jabłek, więc nie wolno zjeść więcej niż połowę! Przemyj jodyną palec wskazujący i środkowy.

14. Jedyne pozostałe jabłko pocięte w kostkę wrzuć do naczynia z ciastem, pozbieraj z podłogi pozostałe kawałki i przemyj wodą.

15. Wymieszaj wszystkie składniki w naczyniu mikserem, umyj lodówkę bo jak zaschnie to nie domyjesz!

16. Przelej ciasto do foremki, wstaw do piekarnika.

17. Po godzinie, jeśli nie widać żadnych zmian włącz piekarnik.

18. Po przebudzeniu nie dzwoń po straż pożarną! Po prostu otwórz okno i piekarnik.

19. Po tych traumatycznych przeżyciach pozostaje tylko schłodzona żubrówka i sok jabłkowy

Nie ma mowy o żadnym naśmiewaniu się z płci przeciwnej. Facet śmieje się z pewnych umiejętności (lub ich braku) u facetów.

Pozdrawiam

Już po…

Już po. Po czym?

Po Dniu Kobiet?

Po wycince drzew?

Po polowaniu na hodowlane bażanty?

Po zniszczeniu Puszczy Białowieskiej?

Już po.

Po odsunięciu Polski na margines Europy?

Po mentalnym zbliżeniu „rządu” Polski do Rosji?

Po kompromitacji „rządowej polityki zagranicznej”?

Po osiągnięciu wyniku tygodnia (27:1)?

Już po.

Po skłóceniu Polaków z Polakami?

Po podeptaniu praw Polaków przez grupkę kolesi pod wodzą frustrata?

Po skłóceniu Polaków z Europejczykami?

Po skłóceniu Polaków z Rosjanami?

Przyjdzie nam zawiązać sojusz gospodarczy zamiast z Unią to z San Escobar. A sojusz wojskowy przeciw Rosji też z San Escobar.

Ani to śmieszne ani to przyjemne. To żałosne. Czuję się sprowadzony przez tzw. „rząd” do roli marginesu Europy. Mam jednak nadzieję, że Europa na margines zepchnie jedynie miłościwie nam panujących ludzkich panów. A Polskę i Polaków nadal będzie traktować z szacunkiem.

Nawet docenienie Polaka przez Europę nie jest mi dziś w stanie osłodzić tych szkód. Szkód wyrządzanych przez, trzymającą władzę, grupę nepotycznych kolesi.

Dość!

Chyba już można iść spać.

Pozdrawiam