Paranoja

Dobra zmiana

Pajacyk za kukiełkę…

Pomysł

Czytam ostatnio o pomyśle odczytywania nazwisk ofiar katastrofy smoleńskiej przy każdej uroczystości państwowej.

Zastanawiam się w czyjej głowie zrodził się taki pomysł? Co temu przyświeca?

Jaki jest związek ofiar wypadku lotniczego z np. Poznańskim Czerwcem?

Ostatnio toczy się dyskusja na temat odczytywania listy nazwisk ofiar spod Smoleńska przy okazji 72 rocznicy Powstania Warszawskiego.

Czy nie można zostawić świętujących samym sobie? Mają swoje święto. Pozwólmy im uczcić swoich współtowarzyszy broni w godny sposób. W taki sposób w jaki chcą tego Powstańcy. Nie narzucajmy im siłą czegoś, co nie ma najmniejszego związku z Powstaniem Warszawskim.

Czyje chore ambicje stoją za takim pomysłem? Jaki jest cel takiego odczytywania? Odczytywania na siłę zawsze i wszędzie, bez względu na okoliczności.

Niedługo strach będzie urządzić imieniny, urodziny, wesele żeby nie było nakazu odczytywania listy smoleńskiej.

A poza tym. Czy w innych wypadkach lotniczych nie zginęli ludzie? Czy nie było katastrof morskich, lądowych? Dołączmy do tego absurdalnego pomysłu wszystkich nieżyjących, którzy nie zeszli śmiercią własną. I dołączmy taką listę do każdej uroczystości państwowej. Potrwa kilka dni. Tylko niech żaden z pomysłodawców takiego odczytywania nie schodzi ze swojego miejsca. Niech stoi z szacunkiem, nieruchomo i słucha.

A wracając do Powstania Warszawskiego. Dajmy staruszkom, którzy kiedyś gotowi byli swoje życie Polsce poświęcić, oddać po swojemu hołd nieżyjącym koleżankom i kolegom. Nie są im do tego potrzebni szaleńcy ze swoimi niedorzecznymi pomysłami i odczytywaniem zbędnych, w takim czasie i miejscu, list.

Pozdrawiam

 

PS. 25.07.2016

Jak można Powstańców ciągać po ministerstwach. To brak szacunku do ludzi starszych, często schorowanych. Poza wszystkim bohaterów. Czy korona by z głowy spadła jakby to minister się pofatygował do Powstańców skoro ma do Nich sprawę. Arogancja władzy. I przekonanie o swojej wyższości nad wszystkimi.

Siedzę

Nie, żeby posadzili mnie za Trynkiewicza. Nic z tych rzeczy.

Siedzę w hotelu i zastanawiam się czy wyrwany ząb może boleć? Został w gabinecie. Taki zakrwawiony. Biedny i połamany na kawałki.

I czy on mnie teraz może boleć? Bo jak nie on to CO??? Na odległość odgreagowuje i mnie boli?

Siedzę więc i czekam na wyjaśnienie. I to siedzenie skojarzyło mi się z piosenką (a z czym niby?). Golden Life – Blok Brygada.

Może dosiedzę i doczekam się wyjaśnienia tej sytuacji. Odmawiam zębowi wyrwanemu, który pozostał w przychodni, dalszego mnie bolenia.

Pozdrawiam wszystkich (nie pozdrawiam wyrwanych zębów, BO TAK).

Na śniadanie, obiad, kolację…

Zaczynam swój dzień zdecydowanie za wcześnie. Za wcześnie, patrząc na swój zegar biologiczny.

Gdyby nie codzienne obowiązki, spałbym co najmniej 2-3 godziny dłużej. Ale nie mogę.

Wstaję więc rano. I rozpoczynam snucie się po mieszkaniu.

Włączam sobie telewizor. Buczy sobie na boku.

Po czynnościach higienicznych przychodzi pora na śniadanie. A tu telewizor atakuje… upławami. Czasem dorzuci jakieś remedium na sraczkę.

K… nie przy jedzeniu…

Śniadanie mija. Spadam do pracy. W pracy nie mam telewizora, obiadu. Czasem coś przetrącę, w tzw. międzyczasie.

Wracam. Próbuję zjeść obiad. Jako brzęczyk gra telewizor. Przy pierwszych kęsach informują mnie jak pozbyć się biegunki. Czasem dołożą coś o wzdęciach i gazach…

K… Jeść się odechciewa…

Wieczorem siadam do kolacji. Brzęczyk telewizyjny informuje mnie, że na… problemy z zaparciami też coś ma. Czasem przypomni o upławach.

K… Nie przy jedzeniu.

I tak przez cały dzień, o różnych porach, telewizja próbuje obrzydzać mi jedzenie.

I z tego, specyficznego dość, punktu widzenia, dziwi mnie, dlaczego reklamy np. piwa są emitowane z takimi ograniczeniami, a wspomniane przeze mnie – w dowolnych porach. Głownie posiłków…

Muzycznie dostosuję się do tematyki i obrzydzania sobie i innym posiłków. Dr. Huckenbush w piosence… Luźny stolec.

Pozdrawiam

NN

Do napisania tej krótkiej notki natchnęło mnie wspomnienie.

Kilka lat temu zmarła moja siostra. To się zdarza. Paliła, nie chodziła do lekarzy. Po prostu stało się i nie o tym chcę pisać.

Dostała wylewu w domu. Znalazła ją jej córka. Wezwała karetkę, która żywą, choć nieprzytomną siostrę, zabrała do szpitala. Przy przyjęciu do szpitala spisano personalia z dowodu osobistego i potwierdzono te personalia oświadczeniem jej córki. Następnego dnia siostra zmarła bez odzyskania przytomności. I wtedy wezwano jej córkę i mnie do… identyfikacji zwłok!!! No kurwa mać! Zapisuje się do szpitala osobę z imieniem, nazwiskiem, peselem, adresem zamieszkania i jeszcze kilkoma szczegółami, a umiera NN??? I muszę zidentyfikować osobę pozszywaną po sekcji jak Frankenstein… Wkurwiłem się wtedy okrutnie. Na to jebane podejście. I dziś jak o tym piszę to mnie nosi.

Czy to była ofiara wypadku, trzęsienia ziemi czy bezdomny znaleziony pod mostem??? Nie! Skąd zatem taka popierdolona praktyka? Może ktoś wie?

Dziś bez muzyki, bo nic sensownego mi nie przychodzi do głowy.

Pozdrawiam

A miał być blog bez polityki…

Ale jak czytam i słucham o zamachu to mi się bebechy wywracają!

Zamach…

Może jeszcze do nich strzelali?

Do każdego z osobna, w tył głowy?!

To jakaś paranoja.

Rzygam już tym.

A miało być tak pięknie.

A wyszła Paranoja.

Pozdrawiam