Za milion lat

Taki tytuł nosi piosenka nagrana przez artystów z byłej Jugosławii. Piosenki, która wkomponowała się w powszechny nurt pomocowy lat 80-tych.

Piosenka jak piosenka.
Na wiele głosów.
Na wiele instrumentów.
Nie odbiega klimatem od słynnego „We are the World”.

Oto ona: Za Milion Godina

Ale to co mnie najbardziej w tym uderza to fakt, że nie trzeba było czekać miliona lat, aby ci zgodni ludzie pogrążyli się w wojnie domowej.

Pozdrawiam

Coś jak Deep Purple

Kiedyś napisałem krótką notkę na poprzednim blogu. Blog, ze względu na politykę onetu, chylił się ku upadkowi. Postanowiłem więc przeredagować nieco notkę i zamieścić ją ponownie. Nie z braku nowych tematów. Ale myślę, że dla opisanego w niej cover bandu.

Oto zaktualizowana notka z 2012 roku.

Pokopałem trochę w sieci i znalazłem zespół…

Nazywa się… Come Taste the Band.

Z zapowiedzi między piosenkami, składu zespołu (podany na końcu występu) i poczytania ich strony internetowej dowiedziałem się, że to zespół norweski.

Jest tu cały koncert składający się wyłącznie z utworów Deep Purple. Odbiega od oryginału. Ale jednocześnie powala. Komuś dziś chce się grać muzykę sprzed kilku dekad!!! I w sumie bardzo dobrze grać.

Warto posłuchać. Słuchajcie więc. TU. Gdyby nie działało to chyba trzeba się na Youtube zalogować. Ale myślę, że warto.

Miłego słuchania.

Pozdrawiam

Ja też mam problem

Do takiego a nie innego wpisu zmusiło mnie to, co słyszę w mediach.

Chłopi mają problem ze sprzedażą wieprzowiny. Obchodzi mnie to tak długo, jak długo nie planuje się interwencyjnego skupu trzody. A co ja mam do trzody? Niech chłopi ubezpieczą się od niepowowdzeń w biznesie. W innych dziedzinach gospodarki stosuje się takie rozwiązania. Poza tym WSZYSCY płacimy na chłopów. Przecież oni nie płacą PIT, nie płacą ZUS. I wciąż wyciągają ręce po publiczne pieniądze. Pieniądze, do których się nie dokładają na równi z resztą społeczeństwa. I ja na te ich niesprzedane świnie płacić nie chcę.

Ktoś nie może sprzedać wyprodukowanych surowców. Bo spadają ceny. Ktoś inny nie może sprzedać wykałaczek, bo ludzie nie chcą zębów czyścić. Jeszcze ktoś ma problem ze sprzedażą czegoś innego bo ktoś inny tego nie chce kupić. Po prostu.

I co? Skupujemy interwencyjnie tylko świnie. A te inne rzeczy? Innych już nie. Bo to nie chłopskie. To nie trzeba. Niech sobie producenci radzą. Niech sprzedają promocyjnie, niech robią super promocje, sprzedają po kosztach lub niżej. Bo to ich problem.

I na takie podejście się nie zgadzam. Bo to z MOICH, między innymi, podatków mamy te świnie kupować. A ja się nie zgadzam na takie marnotrawienie swojego wkładu w PKB!

Podsumowuję pieśnią zespołu L-Dópa – III wojna z chłopami.

Pozdrawiam

Wróciłem właśnie

z koncertu Within Temptation.

Każda minuta warta była obejrzenia i wysłuchania. Każda złotówka wydana na bilet była tego warta.

Jednym słowem opisać się nie da. A tak chciałem.

Jestem pod wrażeniem. To chyba najlepiej oddaje mój stan.

Na zachętę Summertime Sadness z innego koncertu zagranego przez Within Temptation w tym roku.

Pozdrawiam

Ötven éve

Do krótkiej notki natchnęła mnie koncertowa atmosfera ostatnich tygodni. O koncercie Kitaro, na którym miałem przyjemność być, wspominałem. Wybieram się też na koncert Within Temptation i Apocalypticę. Planuję Black Sabbath w Łodzi (w czerwcu). Na ten ostatni nie mam jeszcze biletów.

Uwielbiam atmosferę występów na żywo. Mają swój urok.

Szczególnie jeśli mają zapewnioną odpowiednią oprawę, publiczność i wykonawcę w doskonałej formie. Tytuł posta (po węgiersku) nawiązauje do koncertu jaki odbył się w 2012 roku w Budapeszcie z okazji pięćdziesięciolecia!!! istnienia zespołu Omega. Panowie z oryginalnego składu to „dziadkowie” koło 70-tki.

Nie byłbym sobą gdybym nie zamieścił ich najbardziej rozpoznawalnej piosenki. Gyöngyhajú lány. W wykonaniu ze wspomnianego koncertu. Wspaniały występ. Zainteresowanym polecam w całości (jest dostępny w dwóch częściach na YT). Warto.

Pozdrawiam

Wolna sobota

Wprowadzona w latach siedemdziesiątych instytucja wolnej soboty przetrwała do dziś. Dziś, przynajmniej teoretycznie, każda sobota jest wolna.

Postanowiłem, zatem, skorzystać z jej dobrodziejstwa.

Po porannej lekturze kilku stron internetowych stwierdziłem, że w Warszawie wystąpi Kitaro. W Kongresowej. Zasłuchany kiedyś w jego muzykę zdecydowałem iść na koncert.

Brak biletów nie był wielką przeszkodą. Było zbyt późno by kupić je w internecie. Kupiłem więc w empiku.

Na koncert dotarłem z pozytywnym nastawieniem. Do Kitaro innego mieć, raczej, nie można.

Koncert zaczął się z lekkim poślizgiem. Ale za to jaki koncert. Kirato w świetnej formie. Grał, jak się spodziewałem, na różnych instrumentach klawiszowych, ale też na flecie i dzwonie!

Przez większą część koncertu towarzyszyła mu orkietra radiowa.

Wyszedłem po dwóch godzinach usatysfakcjonowany.

Kilka próbek muzycznych Kitaro poniżej. Wrzutek na YT z warszawskiego koncertu nie ma (jeszcze).

Time Traveller z mojej ulubionej płyty Tenku. Z tej samej płyty, równie nastrojowy utwór, Milky Way.

Temat z filmu Silk Road.

Z najnowszej płyty, Final Call z 2013 utwór After Glow.

I w takiej muzycznej atmosferze spędziłem sobotni wieczór. Warto było.

Jedno mi się tylko nie podobało. Zbyt szybko się ten koncert skończył. Mógłby trwać o wiele dłużej.

Pozdrawiam

Mocne

Siedzę sobie i przeszukuję internet. Do takich wykopalisk musi mi coś grać. Przy okazji włączania „czegoś” na YT znalazłem taką piosenkę. Jeśli piosenką można to nazwać.

Motörhead – God was never on your side.

Mocna piosenka. Mocny tekst. Daje do myślenia (tekst jest na ekranie). Jest też kilka propozycji internautów (też na YT) pokazujących ich wizualizacje tej piosenki. Jeszcze mocniejsze. Tych nie wklejam, bo uznałem je za zbyt bezpośrednie w przekazie. Ale są. Można je bez trudu znaleźć.

Nie znałem Motörhead z tej strony.

A jak już wpadłem na piosenkę nawiązującą do Boga to natychmiast znalazłem kolejną. Gdzieś mi brzmiała. Tylko tytułu nie mogłem sobie przypomnieć. W końcu jakoś dałem radę.

Groove Coverage – God is a girl

W związku z tymi piosenkami naszły mnie dziwne myśli. Dlaczego Bóg, przez całe stulecia, niedościgły ideał stał się powodem do wielu wątpliwości, zmiany sposobu Jego postrzegania, zmiany sposobu myślenia o Nim??? Dlaczego zamiast uwielbienia budzi takie skojarzenia?

Mnie te piosenki nie obrażają, nie obrażają moich uczuć. W żadnym calu. Znajdzie się zapewne, jednak, grupa osób, dla których takie podejście, jakie zaprezentowały oba zespoły i pewnie jeszcze wiele innych, będzie powodem do uznania ich co najmniej za obraźliwe. Być może nawet za bluźniercze.

Ja te piosenki traktuję… jak piosenki. Piosenki, które mają tekst. Tekst nawiązujący do Boga. Może dające trochę do myślenia.

Pozdrawiam

Siedzę

Nie, żeby posadzili mnie za Trynkiewicza. Nic z tych rzeczy.

Siedzę w hotelu i zastanawiam się czy wyrwany ząb może boleć? Został w gabinecie. Taki zakrwawiony. Biedny i połamany na kawałki.

I czy on mnie teraz może boleć? Bo jak nie on to CO??? Na odległość odgreagowuje i mnie boli?

Siedzę więc i czekam na wyjaśnienie. I to siedzenie skojarzyło mi się z piosenką (a z czym niby?). Golden Life – Blok Brygada.

Może dosiedzę i doczekam się wyjaśnienia tej sytuacji. Odmawiam zębowi wyrwanemu, który pozostał w przychodni, dalszego mnie bolenia.

Pozdrawiam wszystkich (nie pozdrawiam wyrwanych zębów, BO TAK).

Parę garści

Tak z ostatnich tygodni.

Kilka tygodni temu minęła rocznica śmierci mojego Ojca. To już 9 lat.

I zacząłem się zastanawiać. Co pamiętam? Jaki był? Ile zapomniałem? Z czym mi się kojarzy?

I muszę powiedzieć, że pamięć mam bardzo wybiórczą.Nie potrafię ułożyć jasnego i spójnego obrazu.

Z jednej strony pamiętam jak mocną ręką trzymał mnie w latach szkolnych. Z drugiej strony, w tych samych szkolnych latach, zaszczepił we mnie zamiłowanie do historii Warszawy, do Warszawy jako mojego miasta. Z kolejnego punktu widzenia miał swoje wady. Niekiedy denerwujące.

I takie przemyślenia mnie naszły właśnie na początku stycznia. Nie będę się tu rozpisywał, bo to mój Ojciec, moje wspomnienia i mogą być dla Was, po prostu, nudne. Ale ważne, że wciąż są żywe. Choć takie nieuporządkowane i rozproszone w głowie.

W połowie miesiąca pojechałem w podróż samochodem. Niemcy, Czechy.

Z całej podróży zapamiętałem kolację w hotelu w Miliczu (tym od stawów milickich). Było to w drodze powrotnej. Hotel podobno najlepszy w mieście. Do kolacji zamówiłem herbatę. Bo lubię. Dostałem… English Breakfast. K… Jak można podawać śniadaniową herbatę na kolację? Od razu skojarzył mi się Jacek Skubikowski i Jedyny hotel w mieście. Całe szczęście, że pokój był lepszy niż restauracja.

Muzycznie zasłuchałem się w ostatniej płycie Motörhead. Zasłuchałem się dosłownie. Słuchałem jej, bez wyciągania z odtwarzacza samochodowego chyba z 15 razy bez przerwy. Jest świetna.

Lemmy, mimo wieku, nie zapomina jak się gra ostry metal. Choć czasem zdarza mu się zagrać i zaśpiewać łagodniej.

Z tej płyty (Aftershock) dwie „piosenki”:

Knife

Dust and glass

Takie dwie skrajności. Pierwsza z, momentami, denerwującym motywem przewodnim. Druga spokojna, jak na Motörhead. Płyta warta posłuchania.

Przy okazji muzycznego spotkania z Motörhead nawinęła mi się piosenka znana z repertuaru… Sex Pistols. God Save the Queen. W wykonaniu Motörhead. Ciekawie brzmi…

I na zakończenie (już chyba naprawdę) Lemmy w… Stand by me… Brzmi jak nie on.

A teraz siedzę sobie i powtarzam… aby do wiosny. Za zimą nie przepadam, więc powtarzam sobie to hasło coraz głośniej.

Pozdrawiam

#@$%^&#$@

Była kiedyś taka bajka. Wersja baaardzo skrócona poniżej.

Za górami, za lasami, za morzami, rzekami i dolinami żyła sobie księżniczka.

Wyszła kiedyś przed swój pałac, rozejrzała się i…

- O, k…, jak ja mam wszędzie daleko – zaklęła.

Mam ochotę zakląć, podobnie, jak ta księżniczka.

Tylko ja nie mam daleko. Zarobiony jestem tak, że niem czasu delektować się wydłużającym się dniem. Czyli, innymi słowy:

O, k…, jaki ja jestem zarobiony :-)

A tematy w głowie kwitną. Tylko nie mam czasu przelać ich na ekran.

Ale może z czasem…

Pozdrawiam