WKS

Z czym się komu kojarzy Wybrzeże Kości Słoniowej?

Każdemu z czym innym. Mi z niewieloma rzeczami. Z racji zainteresowania piłką nożną znany mi jest Didier Drogba. Eksportowy piłkarz z WKS.

I tak było do dziś. Dziś znalazłem niejaką Dobet Gnahoré. Piosenkarkę, choć nie wiem czy to właściwe słowo. Ale śpiewa!

Na razie zapoznaję się z jej dokonaniami. W internecie zbyt wiele nie znalazłem na jej temat. Ma swoją stronę internetową.

Posłuchałem kilku nagrań. Próbka dla Was. Abiani, Samahani, Kokpa. Taki nowoczesny, afrykański folk. Dla odmiany od ciężkiej, rockowej muzyki.

Życzę miłego słuchania i nowych muzycznych wrażeń.

Pozdrawiam

O czym to jest…?

Marillion słuchałem kiedyś pasjami i bez przerwy. Miałem wszystkie płyty, choć nie było o nie łatwo. Te z Fishem.

I po latach przerwy przyplątała się do mnie piosenka. Piosenka z tamtych czasów. Three Boats Down From The Candy. Nie była wydana na żadnej płycie długogrającej. To piosenka z drugiej strony singla. W tych czasach single miały jeszcze strony…

I w głowę zachodzę o czym ona jest???

Tekst jest, słowa zrozumiałe. Ale o czym…?

Jak cały „fishowski” Marillion. Nie jest łatwa do jednoznacznej interpretacji. Tylko Tomasz Beksiński radził sobie z ich tekstami.

Pozdrawiam licząc na wyjaśnienie „co autor miał na myśli”… :-)

Rozmawiajmy i słuchajmy

Poszedłem w sobotę rano na cmentarz. Na grób Ojca. Uporządkować go. Umyć płytę, zgarnąć liście.

I tak będąc sobie nad tym grobem kilka godzin wracałem myślami do moich z Ojcem rozmów.

Z mojego dzieciństwa, mojej młodości, wieku dojrzałego.

Opowieści o rodzinie, o Warszawie, o Powstaniu Warszawskim, o zasadach postępowania w życiu, o jakichś z pozoru nieistotnych rzeczach, o wszystkim praktycznie. Nie zawsze miałem cierpliwość tego słuchać. Nie zawsze Ojciec miał czas opowiadać.

A dziś już nie opowie niczego więcej.

Więc jak rodzice chcą nam opowiadać, rozmawiać z nami to korzystajmy z tej okazji. Bo drugiej nie będzie.

I dajmy też tą szansę swoim dzieciom. Rozmawiajmy z nimi. Nie zawsze chcą słuchać. Nie zawsze tematy są dla nich interesujące. Ale kiedyś będą w myślach wracać do tych rozmów. Warto rozmawiać ze swoimi dziećmi. I dzieciom warto w tych rozmowach uczestniczyć. Lub przynajmniej słuchać…

Nie mogę znaleźć ilustracji muzycznej do tego posta. Tak melancholijnie brzmi 51 TSA.

Pozdrawiam

Skrzypeczki

To taki mało rockowy instrument.

Ale… Ale przewinął się przez muzykę, której słucham lub słuchałem. Bez względu na gatunek słuchanej muzyki.

Kiedyś słuchałem zespołu UK. Tam na skrzypcach grał niejaki Eddie Jobson. Grał fantastycznie. Oto próbka muzyki UK z jego udziałem. Grał w tym zespole na klawiszach i skrzypcach. Tu w nagraniu Caesar’s Palace Blues. W takim skromnym składzie taka muzyka! Zapis nie jest może idealny. Ale muzyka się broni.

Za jazzem nie przepadam. Ale słuchałem kiedyś Didiera Lockwwoda. To francuski skrzypek. Wielkim jego fanem nie zostałem, ale podrzucę kilka nagrań. Do posłuchania. Beau et chaud. Nie mi to tłumaczyć… Tu z kolei wspólnie z The Rosenberg Trio wykonuje Autumn Leaves.

Ostatnio odkrywam gościa, który nazywa się Ed Alleyne-Johnson. Przerabia klasyki muzyki rozrywkowej, w tym rockowej. Zastępuje partie wokalne z oryginalnych wykonań partiami skrzypiec. Brzmi intrygująco. Oto kilka próbek. Child in Time z repertuaru Deep Purple. Smells like teen spirit Nirvany. I Lucy in the sky with diamond The Beatles. Mimo muzycznej wtórności jest w tych wykonaniach coś ciekawego, intrygującego.

Z bardziej popularnego repertuaru przychodzi mi na myśl Kansas. Zespół mający w składzie skrzypka. To niejaki Robby Steinhardt. Próbka muzyki zespołu wraz z ukrytymi skrzypcami. The Devil Game. Chętni mogą poszukać więcej nagrań. Nie jest to zespół nieznany.

Życzę miłego słuchania.

Pozdrawiam

Trochę inaczej o zodiaku i nie tylko

Naszły mnie ostatnio myśli związane ze znakami zodiaku.

Bo jak to jest? Tak naprawdę.

Czy to my jesteśmy tacy jacy jesteśmy, bo od dziecka słyszymy, że taki znak zodiaku oznacza takie cechy? I uczymy się tych cech podświadomie? Ten to musi być indywidualista. Ta to musi być silna. Bo tak wynika z ich znaków zodiaku.

A  może na odwrót. Znaki zodiaku opisano cechami najbardziej znanych czy charakterystycznych osób urodzonych w tym czasie. I tak, silne byki – bo takie zapamiętano. Uparte barany – bo takie zapamiętano. Indywidualistyczne raki – bo takie zapamiętano. Wredne skorpiony – bo tak je zapamiętano.

A jak było, jest i będzie, nie wiem. Co było wzorem czego? Cechy przypasane znakom pasują do ludzi? Czy może ludzie swoimi cechami stworzyli opis znaków zodiaku?

Po tych krótkich dylematach krótkie muzyczne przesłuchanie.

Wpadła mi ostatnio w ucho muzyka niejakiej Bat For Lashes. Muzyka w zupełnie innym stylu niż słucham na co dzień. Oto próbki. Piosenki Pear’s Dream, Daniel, Laura, Sleep Alone.

Do kompletu niezbyt pasujących do mnie wykonawców dołączam Lenkę. Trouble is a Friend to piosenka, która przypadła mi do gustu od pierwszego słuchania. Kolejna, nowsza, to Everything at Once.

Piosenki zarówno Bat For Lashes jak i Lenki to piosenki, które przyplątały się mimo absolutnej niezgodności z moimi muzycznymi upodobaniami. Przyplątały się i zostały. Cóż. Nie co dzień musi być choćby coś takiego.

Ale, ale. Chodzi za mną też, już bardziej pasująca do moich upodobań piosenka. Smutna piosenka z mocnym tekstem. Zespół Therapy? w piosence Diane.

Tylko jaki te piosenki mają związek ze znakami zodiaku, o których pisałem na początku…? A może ja jestem taki znak zodiaku „muzykant”?

Pozdrawiam

Co czuły dzieci…?

Historia jest prawdziwa.

Mam bardzo dalekiego znajomego. Kiedyś razem pracowaliśmy. Później nasze drogi się rozeszły. Z tego co wiedziałem zmieniał pracę kilka razy. Nie mógł nigdzie zagrzać miejsca na dłużej.

W poszukiwaniu kolejnych zajęć zwiedził kilka miast w Polsce.

W czasie jednego z takich wyjazdów… powiesiła się jego żona.

Nie chcę analizować przyczyn tak desperackiego czynu. Nie znałem ich jako rodziny. Nie czuję się upoważniony do oceny.

Ale od wspólnych znajomych dowiedziałem się, że samobójczynię znalazły, wiszącą na haku od żyrandola, dzieci. Dzieci w wieku szkolnym. Jedno, szkoła podstawowa i drugie, gimnazjum.

To co nie daje mi spokoju to odczucia, myśli tych dzieci po takim „znalezisku”.

Trudny temat. Smutna historia.

Pozdrawiam

Taka jesienna ciekawostka.

Robiłem wczoraj porządki na działce,

Zakładałem okiennice przed sezonem zimowym.

Wziąłem okiennicę w dłonie i… urąbała mnie osa. W palec.

Osa, która schroniła się po niewidocznej dla mnie stronie okiennicy. Puściłem ją wolno. Oprócz niej siedziały tam jeszcze dwie inne. Ale te już zauważyłem. Też dałem im odlecieć.

Ot taki jesienny dobry humor :-)

Pozdrawiam

Klimaty przydrożne

Sporo podróżuję samochodem po kraju. Jadam z tego powodu w różnych przydrożnych barach, barkach, knajpach, restauracjach, zajazdach, karczmach i jak sobie te przybytki jeszcze nazwiemy. Dzielą się na dobre i niedobre (podział subiektywny, zależny od upodobań jedzących).
Podstawowym kryterium na drodze jest świeżość jedzenia (żeby potem nerwowo toalety nie szukać).

Poniżej mój własny podział przydrożnej gastronomii (opracowany na podstawie doświadczeń własnych i znajomych).

1. Bary dla kierowców ciężarówek (głównie).
Podstawowe kryterium wyboru takiego baru – parking pełen TIRów. Gwarantuje to świeżość potraw – dzięki wysokiej rotacji praktycznie nie ma szans na zestarzenie się skladników. Jakość potraw bywa różna, ale ceny za obiad to 10-20 zł (dwudaniowy, często z kawą lub herbatą). Ilość jedzenia gwarantuje najedzenie się nawet największym głodomorom. Podstawowe dania to zupy z kotła (grochowa, fasolowa, flaki, żurek, itp. gotowane tak, aby były bardzo treściwe) oraz dania tradycyjnie wpisane w naszą kuchnię (schabowy, gołąbki, golonka, świeżonka, itp.). Po takim obiedzie naprawdę ciężko jest mówić o byciu głodnym. Obserwując parking (dużo TIRów) praktycznie unikamy możliwości zatrucia się.
Czas oczekiwania na potrawy krótki.

2. Bary pozostałe – mniejszy parking, przy stacjach benzynowych, itp.
Często trzymają standard i oferują bardzo fajne jedzenie za relatywnie niewielkie pieniądze. Najczęściej królują w nich potrawy zbliżone do tych z punktu 1, ale trafiają się prawdziwe wyjątki. Jednym z ciekawszych jest bar na stacji benzynowej przy drodze Płock-Włocławek w okolicach Duninowa (tylko już nie pamiętam, którego). Jedzenie jak w domu. Po prostu pycha. Przy wyborze tego typu barów należy kierować się podobnym kryterium jak powyżej – pełny parking lub pełny bar.  W przeciwnym razie pozostaje ryzykować (dziś już ryzyko jest niewielkie, ale zawsze…).
Czas oczekiwania na potrawy krótki.

3. Bary-kuchnie polowe, grille przydrożne.
Z reguły jedzenie ograniczone do kilku potraw: grochowa, kiełbaska lub karkówka z grilla, ewentualnie jakieś inne dania. Uważać trzeba na jakość potraw i czystość (wszystkiego). Korzystać tylko z takich gdzie wszystko podają w naczyniach jednorazowych. Czasem są to jednak arcydzieła – jest taki barek między Sierpcem a Rypinem. Wygląda jak psia buda. Ale pierogi ma wyśmienite.
Czas oczekiwania na potrawy krótki lub jeszcze krótszy.

4. Zajazdy, chaty wiejskie, góralskie, itp.
Wyrastają jak grzyby po deszczu. Wabią kuchnią ludową lub „ludową”. Tak naprawdę, poza nielicznymi wyjątkami, to urozmaicone wersje wariantów 1 i 2 wzbogacone o żurek w kilku wersjach, placek po zbójnicku i różne dziwne nazwy potraw. W stosunku do wszystkich powyższych oferują (przeważnie) wyższy standard obsługi, lokalu i często potraw. Ceny z reguły wyższe niż w powyższych barach.
Czas oczekiwania na potrawy średni, ale z reguły akceptowalny.

5. Inne ciekawostki.
Np. bary ormiańskie. Osobiście znam dwa z czego szczerze oba polecam. Jeden jest przy drodze nr 1 gdzieś między Siewierzem a Częstochową (bar Armenia) a drugi na drodze nr 2 w okolicy Łowicza. Oba oferują ciekawe dania głównie ormiańskie lub wzorowane na nich. Bar pod Łowiczem prowadzi Ormianka. Ceny średnie, czas oczekiwania krótki do średniego.
Trafiają się też bary czy restauracje, do których trzeba zjechać z głównej drogi do jakiejś miejscowości. Polecam restaurację Mazowsze w Wiązownie (koło drogi nr 17 Warszawa-Lublin). Mają niezwykły wybór ryb i mięs na zimno. Rzecz warta polecenia.

Myślę, że na tym nie skończę, ale w kategorii jedzenia w podróży samochodem to raczej wszystko. Celowo pomijam sieciowe fast foody. Jest tam niewątpliwie szybko, ale poza wszystkim innym brak tam tego czegoś do czego się wraca. Hamburgery, pizze, skrzydełka, itp w każdym z tych barów smakują tak samo, ale polecać ich nie zamierzam. Choć trzeba przyznać im jeden niezaprzeczalny walor – w zasadzie nie sposób się w nich zatruć.

pozdrawiam wszystkich podróżujących samochodami po Polsce i nie tylko.

Różności

Bo nie mam pomysłu na post. Nie ma pomysłu na przesłuchania.

Krótko zatem.

Tradycyjna muzyka żydowska w wykonaniu kantora Benziona Millera.

Tu wraz z Yanky Lemmerem. Wykonują V’af Hu. Cokolwiek ten tytuł znaczy.

TU już samodzielnie.

Dla kontrastu zespół Eggroll z Izraela. Nagranie Foe.

Na koniec wątków izraelsko-żydowskich zespół Sheygetz w piosence Hamilim hahi yafot. Cokolwiek śpiewają, język nie pasuje do tej muzyki.

Dla zmiany klimatu Brian Auger w nagraniu Oblivion Express. Brian Auger to ten gość co gra na organach :-)

Kolejne to… chorały. Prawdziwe. A co? Salve Regina i Repleatus os meum laude tua. Nie wiem czy moje kolejne znalezisko jest chorałem (choć jest to pewnie kwestia wykonania). To Anielski orszak kojarzący mi się wyłącznie z pogrzebami. I tylko tam jestem w stanie go słuchać. Dlatego nie zamieszczam go tu.

Na ostateczny koniec będą popowe chorały w wykonaniu Gregorian. Klasyk wykonywany baaardzo dawno temu przez Uriah Heep. Lady in Black. Z nie tak odległej już przeszłości (choć to kwestia punktu widzenia) pochodzi kolejny utwór. Maid of Orleans wykonywany pierwotnie przez OMD. Ostatnią próbką Gregorian będzie przeróbka… Nothing else matters Metallici. To jak zestawienie dwóch odległych światów.

Do takiej różnorodności natchnęła mnie FrauBe. Briana Augera dodałem od siebie. Bo lubię grę na organach Hammonda.

Tradycyjnie życzę miłego słuchania.

Pozdrawiam

Jimmy Pop

To pseudonim gościa, który naprawdę nazywa się James Moyer Franks.
Jest założycielem, wokalistą i gitarzystą zespołu Bloodhound Gang. Zespół słynie z dość sprośnych (na swój sposób) piosenek i, może bardziej, sprośnych teledysków.
Oto kilka najbardziej charakterystycznych i, przynajmniej w części, najpopularniejszych ich nagrań. Część z teledyskami a część, niestety, bez.

The bad touch – jak w Discovery Channel… W moim przypadku to był początek zainteresowania zespołem.

Uhn Tiss Uhn Tiss Uhn Tiss – ale impreza była… dobrze, że nie szczekali.

Foxtrot uniform Charlie Kilo – podteksty w każdej scenie. Z tytułem włącznie.

The ballad of Chasey Lain – dzięki CzarTowi dowiedziałem się, że to piosenka o gwieździe porno…

Vagina – bez komentarza

Dick with no balls – jw. z nawiązaniem do … Pink Floyd. Dla uważnych słuchaczy

Na wieczorową porę, takie piosenki, jak znalazł. Szczególnie po całym dniu na targach.

Pozdrawiam