Wesołych Świąt

Życzę wszystkim czytelnikom bloga.

Spokojnych, zdrowych, rodzinnych, bez codziennego obłędu.

Specjalne życzenia otrzymuje Lemmy. Kończy dziś 70 lat. Graj nam kolejne 70!

Pozdrawiam wszystkich światecznie.

Zawiśnij…

W czasach szkolnych trenowałem piłkę ręczną. Nie była to długa przygoda, ale trochę potrenowałem i pograłem.

Ze wszystkich ćwiczeń, poleceń wydawanych przez trenera, do dziś pamiętam jedną komendę.

„Jak rzucasz to wyskocz ponad obronę przeciwnika, zawiśnij, poczekaj aż obrońcy opadną i rzucaj na bramkę…”.

Wszystko potrafiłem zrobić, ale to „zawiśnij” słabo mi wychodziło. Zrezygnowałem z treningów załamany. No nie nauczyłem się zawisać.

Pozdrawiam

No cóż…

Usłyszałem dziś bajki… I co mi po nich?

Pozdrawiam

I do kogo z pretensjami…?

W niedzielę zmarło dwoje moich znajomych. Dobrych i serdecznych. Żadna rodzina, ale relacje silniejsze niż z niejednym krewniakiem.

Dwoje zupełnie obcych sobie ludzi, ale z różnych powodów, mi bliskich.

I tak dwoje jednego dnia? Pogrzeby w piątek i w poniedziałek.

I taki to smutny listopad nastał.

Pozdrawiam

Zimny łokieć

Każdy, zapewne, widział kiedyś przejeżdżający samochód, z którego wydobywały się dźwięki typu um-cyk, um-cyk….

Do tego kierowca i pasażer z „zimnymi łokciami”.

Wpadła mi dziś w ucho piosenka, w sam raz do wystawiania łokcia i generowania umcyków.

AronChupa – I’m an Albatraoz

To jedyne skojarzenie, choć może niezbyt sprawiedliwe dla piosenki i wykonawcy/wykonawczyni. Do typowego umcykowania lepiej nadaje się techno albo disco polo.

Pozdrawiam

Kłopoty z pamięcią

Wylądowałem dziś w hotelu Baranowski w Słubicach.

Hotel znam od lat. Czasami tu nocuję w drodze do Niemiec.

Tak jest i tym razem.

Przyjechałem około 21:00 i stwierdziłem, że to najwyższa pora na zjedzenie czegoś. Żeby nie kłaść się spać z pełnym żołądkiem.

Weszliśmy małą, trzyosobową, grupką do hotelowej restauracji. Po jakimś (zbyt długim jak dla mnie) czasie pojawił się kelner, przyjął zamówienie i oddalił się spokojnym krokiem.

Napoje podał po chwili. Po dłuższej chwili, pojawił się ponownie. Myśleliśmy, że przyniósł nasze dania. A tu skucha. On przyszedł zapytać co my właściwie zamówiliśmy… Bo mu się pomieszało. Zamówienia próbował zapamiętać, ale widać nie potrafił. Na dogrywkę przyszedł jednak z kartką. Jakby to było inne miejsce, inna pora, inne okoloczności wyszedłbym bez słowa. Powoli jednak z „po 21:00″ zaczęło się robić „przed 22:00″ i poszukiwanie lepszej knajpy, o tej porze, nie wchodziło w rachubę. Ostatecznie jedzenie do nas dotarło po ponad godzinie oczekiwania. Na standardy restauracyjne to poniżej krytyki.

A kelner? Nawet  nie przeprosił. Jego napiwek, jeśli nawet był początkowo kalkulowany, poszedł się jebać. Na jego osobistą prośbę.

Hotel polecam. Restauracja też jest niezła, ale takiego pierdoły to ja tam nie pamiętam… A bywam tu od ponad pięciu lat.

Pozdrawiam

O weselu słów kilka

W sobotę byłem na weselu. Przed weselem był ślub, ale ślub jak ślub. Piękna panna młoda, pan młody poprawny. Tłum ludzi. I tyle.

Ale wesele zwróciło moją uwagę kilkoma szczegółami, które zapadły mi w pamięci.

Po pierwsze. Po cholerę zabierać na wesele dzieci? Nie takie przedszkolne czy szkolne. Takie zupełnie małe, w wózkach. Dla każdego przygotowane miejsce przy stole, ale… na sali pierdolnik. Bo miejsce jest dla każdego, ale nie dla dzieci w wózkach. Rozpychają, więc, mamusie krzesła. Ścieśniają innych gości. Bo pociecha musi się przy stole zmieścić. Pociecha ma to głęboko w pieluszce, bo ma, góra, 3-4 miesiące. Ale mamusia musi pochwalić się pociechą. Żeby inni byli tak samo zadowoleni jak ona. Wywija betem z pociechą wewnątrz tak skutecznie, że zmusza roznoszących potrawy kelnerów do korzystania ze sztuki uników. Ale ona i pociecha są najwazniejsi. Nawet para młoda nie jest tak ważna.

Po drugie. Po raz pierwszy trafiłem na wesele, na którym oprawę muzyczną zapewniał zespół rozrywkowy o korzeniach jazzowych. Grali muzykę rozrywkową, ale w stylu i repertuarze nieprzystosowanym do wesela. Cóż. Gości do tańca porwac było im dość trudno. Bardziej pasowali to klubu lub jako tło w jakiejś dobrej restauracji. Bardziej do słuchania niż do zabawy.

Po trzecie. Znowu dzieci. Tym razem starsze. Tu młodzi zadbali, żeby dzieci się nie nudziły. Były 2 lub 3 panie, które zajmowały się latoroślami w czasie, w którym rodzice bawili się na weselu. To było bardzo dobre posunięcie. Dzieciaki miały też swoje 5 minut w konkursach z młodą parą. Naprawdę fajnie to było zorganizowane.

Po czwarte. Taniec z ognistymi kulami połączony z „zianiem” ogniem. Była taka grupa, zaproszona na wesele jako atrakcja wieczoru, która wykonała wspomniany taniec i inne ewolucje, wywijając ognistymi kulami na łańcuchach, żonglując płonącymi tyczkami i wyprawiając inne, dziwne czynności z ogniem w roli wiodącej. Zebrali gorące brawa.

Po piąte. Wesele było bardzo fajne i sympatyczne. Nawet wspomniane na początku dzieci w wózeczkach nie popsuły, ostatecznie, atmosfery. Choć nie wpłynęły na jej poprawę.

Pytanie kiedy następne wesele i związane z nim wrażenia?

Pozdrawiam

Koniec!

Definitywnie zakończyłem sezon letni.

W ostatni wtorek, tydzień temu, odbyłem ostatnie, planowe, pływanie w jeziorze na Kujawach. Woda… zimna. Powietrze nie cieplejsze. Mimo wszystko grzech było nie skorzystać. Wytrzymałem jakieś 15 minut pływania.

W ostatnią niedzielę pojechałem zamknąć sezon windsurfingowy do Mrągowa. Jak pusto było na wodzie… Nasza trójka, żegująca na deskach i… nikogo oprócz nas. Po dwóch i pół godzinie takiego surfowania… kąpiel. Ostatnia, jak myślę, w tym sezonie.

I cóż. Przyjdzie poczekać do następnego sezonu. Zostaje salka do ćwiczeń i basen… To już nie to samo.

Znowu nastała jesień… Zaczekam. Wytrzymam jesień, zimę i wiosnę. Latem znowu wrócę nad jeziora.

Pozdrawiam, juz jesiennie.

Widziały gały

Poszedłem kilka dni temu po zakupy. Ot w spożywczym (samoobsługowym) masło, pieczywo, jakies owoce, itp. Kupiłem, zapłaciłem, spakowałem sobie do siatki. Wróciłem do domu. Pochowałem wszystko na swoje miejsce.

Przyszła pora kolacji. Ukroiłem chleb, wyjąłem masło. Rozwinąłem opakowanie i… kurwa!!! To nie masło tylko jakiś pieprzony miks. Ale tak opisany, żeby z wyglądu opakowania, był łudząco podobny do masła. Jak się przyjrzałem z bliska i uważnie napisom okazało się, że jednak jest to miks a nie czyste masło. Trudno. Widziały gały co brały. Profilaktycznie kupiłem kostkę prawdziwego masła, trzykrotnie czytając co, do cholery, kupuję. Ale dopiero następnego dnia.

Wcześniej poległem na śmietanie. Również spożywczak. Również samoobsługowy. Potrzebowałem śmietanę 18%. Nie było tej, do której się przyzwyczaiłem, wziąłem więc jakąś inną. W domu odpakowałem i zdziwił mnie nieco smak. I znowu uważne spojrzenie na opakowanie. Kurwa!!! To nie śmietana! To miks śmietankowy. Z jakichś tłuszczów roślinnych i innego gówna. Ale cóż. Widziały gały co brały.

Mimo, że czytam etykiety, żeby uniknąć tego typu niespodzianek, dwa razy dałem się oszukać. Bo nie czarujmy się. te opakowania są po to, żeby takich gamoni, kupujących w pośpiechu, po prostu oszukać. Podświadomość widzi słowo Ekstra i rozumie masło. Widzi Śmietankowy czyta Śmietana.

Postanowiłem, więc, uczyć swoje gały lepiej widzieć co mam brać. Bo takich „kwiatków’ jest więcej. Niestety

Pozdrawiam

Rozterki

Każdego pewnie ojca dopadają rozterki związane z własną córką. Wiadomo. Córeczka jest tatusia. Czy to się komuś podoba czy nie. Świetnie oddaje te rozterki piosenka Tomasza Jachimka.

Skąd się bierze taka zazdrość o potencjalnego partnera? Nie wiem. Ale coś w tym jest. Wiem coś o tym…

Z innej beczki. Chodzi za mną kilka tematów muzycznych.

Na początek coś z klasyki. Vanilla Fudge w piosence You keep me hangin’ on. Temat przyplątał się do mnie lata temu. Przyniósł go kuzyn. Rozmiłowany w muzyce z lat 60-tych. I tak wracam sobie do tego wykonania. Raz na jakiś czas.

Drugi temat to pokłosie mojego wyjazdu do Niemiec. Wszedłem do jakiegoś marketu kupic sobie coś do picia. W niewielkim miasteczku na południu Niemiec. W kącie znalazłem stojak z płytami. W oczy rzuciła się płyta pod tytułem Skills in pills sygnowana nazwiskiem Lindemann. W ciemno rzuciłem do koszyka. I nie żałuję. Płyta w bardzo specyficznym klimacie. Z płyty wybrałem piosenkę Praise abort. Ciężko wrzucić inny tytuł, bo w większości są one poblokowane na YT.

Życząc miłego słuchania

Pozdrawiam