Czy jestem sułtanem?

Kupiłem dziś salceson. Salceson bardzo smaczny. Salceson… sułtański.

Do tej pory sułtańskość kojarzyła mi się z władzą. Przepychem. Dalekim Wschodem. Ale czy sułtan je salceson?

Był jeszcze kiedyś krem sułtański. Może wciąż gdzieś jest. W jednym z odcinków „Czterdziestolatka” (chyba), Madzia Karwowska delektuje się w Hortexie takim kremem.

Siedzę więc sobie, zajadam kanapkę z salcesonem sułtańskim i czuję się jak sułtan. Kremu sułtańskiego, niestety, nie mam.

Do kompletu słucham sobie Sułtanów swingu.

Z sułtańskim pozdrowieniem

Dzieciom

Warszawskim Dzieciom w rocznicę Powstania Warszawskiego.

Uczcili to również Słoweńcy z Laibach. Ciekawe, co skłoniło ich do wykonania tej piosenki?

Pozdrawiam

Chwilkę mnie nie było

Ale byłem, za to, na urlopie. Nie da się być na blogu i na urlopie jednocześnie.

Ale juz tydzień po urlopie i prawie o nim zapomniałem. Praca i przyziemne sprawy nie dają o sobie zapomnieć.

Co  nie zmienia faktu, że każdy weekend wykorzystuję jak maleńkie urlopiki. Wyjeżdżam na Mazury. Katuję się na windsurfingu i od poniedziałku chodzę cały obolały. Jak nie w pracy, więc niewielka namiastka urlopu jest. I żyję od weekendu do weekendu. Łatwiej przetrwać te pięc dni pracy. To tylko pięc dni, a potem MAZURY!!! I tak do końca września.

Na urlopie, poza zwyczajowymi i planowanymi, przyjemnościami, poznałem Henia… Henio to chłopiec lat 4. Mieszkał z rodzicami w tym samym pensjonacie. Znalazł w jeziorze, przy brzegu, pływającą do góry brzuchem, rybkę. Żywą, ale ledwo. Wyłowił i postanowił, że przetrzyma ją w swoim basenie (miał taki malutki, plastikowy). Po jakimś czasie dał się, jednak, przekonać, że rybka może tego nie przetrwać. Zgodził się rybkę wypuścić, ale wyrecytował swoje trzy życzenia. Takie dziecinno-przedszkolne. Taki jasny punkt wakacji, ten Henio.

Poza tym słodkie nicnierobienie (w wolnych od windsurfingu chwilach).

Teraz tylko sobie troszkę żałuję, że już jestem po urlopie, a inni jeszcze nie… Ale planuję jeszcze ze 2-3… dni w sierpniu. Szaleństwo będzie.

Czego wszystkim życzę.

W ostatnią sobotę byłem w Mrągowie. Na miejskim „molo” grała czwórka młodzieży. Trzy dziewczęta lat około 16-tu na skrzypcach i młodzieniec w podobnym wieku na gitarze i jakimś pudeku z tarką (podobno profesjonalnym). Na otwartym futerale od gitary była kartka, że zbierają na wakacje. Ubrani bardzo schludnie (białe bluzeczki dziewcząt i biała koszula młodzieńca), grali klasyczne melodie filmowe, standardy muzyki klasycznej i popularnej. Postanowiłem ich wesprzeć. Umilają mi popołudnie, to niech mają. Ale nie byłbym sobą jakbym czegoś nie wymyślił. Zaproponowałem im dychę wsparcia za samo słuchanie tego co grają albo pięć dych jak zagrają na swoich instrumentach cokolwiek z repertuaru Rammstein. Poddali się… Ledwo wiedzieli co to jest Rammstein… Dałem dychę i zasugerowałem dopracowanie repertuaru. Zapowiedziałem powrót… :-)

A mogli zagrac choćby tak wakacyjną piosenkę jak ta. Może bardziej widoki na teledysku są wakacyjne niż piosenka, ale nie bądźmy drobiazgowi.

Pozdrawiam

Odwrócone życie

A gdyby tak na życie spojrzeć odwrotnie:
Gdyby czas płynął w druga stronę czyż nie byłoby to piękne…
Zaczyna się od tego, że kilku gości przynosi ciebie w skrzyneczce i od  razu trafiasz na imprezę.
Żyjesz sobie spokojnie jako starzec w domku. Stajesz się coraz młodszy.
Pewnego dnia dostajesz odprawę w postaci grubszej gotówki i idziesz do pracy.
Hę! Pracujesz jakieś 40 lat i poznajesz uroki życia.
Zaczynasz pić coraz więcej, coraz częściej chodzisz na imprezy no i coraz częściej uprawiasz seks. Jak już masz to opanowane, jesteś gotów żeby trafić na studia.
Potem idziesz do szkoły. Coraz mniej od ciebie wymagają, masz coraz więcej czasu na zabawę. Robisz się coraz mniejszy, aż trafiasz do… hmm, gdzie pływasz sobie przez 9 miesięcy wsłuchując się w uspokajający rytm pracy serca.
A potem nagle………….
Twoje życie kończy się orgazmem.

 

Brzmi nieźle…

Tematycznie, Pokahontaz – Życie jest piękne.

Pozdrawiam

Urwanie jajec

Od miesiąca nie mam czasu napisać choćby krótkiej notki. Tematy się zbierają, ale życie koryguje plany.

Ostatnie dwa tygodnie dokopały mi jednak tak, że dziś, po raz pierwszy od dawna, padłem bez życia po powrocie do domu. Najbliższe tygodnie (a może nawet miesiące) rysują się nie lepiej. Jedynym jasnym punktem jest zaplanowany urlop. Juz za tydzień! I tylko to trzyma mnie przy życiu.

Na co dzień, jednak, tzw. urwanie jajec.

Mama, po raz kolejny postanowiła uatrakcyjnić weekend. Poprzedni weekend i początek tygodnia to szpital, lekarz i tym podobne atrakcje. Bo mama się solidnie porozbijała. Nawet bardzo solidnie.

Do tego wszystkiego nawał pracy. Zbieranie jobów za „wyczyny” swoich pracowników.

Wspaniale, kurwa, wspaniale. To jedyne co mi przychodzi do głowy.

A tak w ogóle to skojarzyły mi się dwie piosenki. Każda „z innej parafii”. Grunt to rodzinka i Mother. I nie do końca wiem dlaczego akurat te. Ale czy ja muszę wszystko wiedzieć?

Pozdrawiam

Jak zrobić dobrze dziewczynce…?

Jak uszęśliwić i, jednocześnie, onieśmielić dziewczynkę?

Może TAK?

Szczęście i onieśmielenie. 2w1.

Pozdrawiam

Luzik

Trzeci dzień nic nie robię. Planuję jeszcze co najmniej jutro lenić się na całego. A może jeszcze we wtorek?

Siedzę w Wielkopolsce, nad jeziorem. Cieszę się pogodą i nie interesuje mnie nic! Telefony milczą, ptaszki śpiewają, słońce świeci. W nocy księżyc, jak na horrorze, zagląda do okien.

Mamy takie miejsce, do którego jeździmy właśnie na majówkę. Niedaleko Gniezna, na skraju Puszczy Zielonki. Ale nie powiem gdzie to jest. Cieszę się ciszą i spokojem. Ale też tym, że mało kto zna to miejsce.

Pozdrawiam wszystkich, równie rozleniwionych jak ja.

To powinno ukazać się 14 kwietnia

Tego dnia urodziny obchodził mój ulubiony gitarzysta. Ritchie Blackmore. 70-te urodziny. Kto zechce, może sobie o nim poczytac w linku.

Na żywo widziałem go dwukrotnie. Raz z Deep Purple i raz z Blackmore’s Night.

Rozpisywać się nie będę. Niech o muzyku opowie jego twórczość. W dość subiektywnej odsłonie. Z każdej dekady aktywności coś dla przykładu.

Lata 60-te

Z zespołem The Outlaws w nagraniu Return of the outlaws. To pierwszy singiel, na którym słychac jego grę. Wydany w 1963 roku.

Z Ritchie Blackmore Orchestra w nagraniu Getaway. Nagranie pochodzi z 1965 roku.

Z Deep Purple w nagraniu April z 1969.

Lata 70-te

Z sesji Green Bulfrog nagranie Bulfrog. W zależności od źródła z 1970 lub 1971 roku.

Z Deep Purple w nagraniu Sail away z 1974 roku.

Z Rainbow w nagraniu Rainbow eyes. Pochodzi z płyty Long live rock’n'roll wydanej w 1978 roku.

Lata 80-te

Z Rainbow w Difficult to cure (koncertowej wariacji na temat IX symfonii Bethovena). Nagranie pochodzi z 1981 roku, tu w wykonaniu z 1984.

Również z Rainbow nagranie z 1981 roku. Spotlight Kid. Również w koncertowej wersji z 1984 roku.

Z Deep Purple w nagraniu Mitzi Dupree z 1987 roku.

Lata 90-te

Z Deep Purple w nagraniu Anya z 1993.

Z Rainbow w nagraniu Hall of the Mountain King, wariacji na temat Griega. Nagranie pochodzi z 1995 roku.

Z sesji nagraniowej Twang! A Tribute To Hank Marvin & The Shadows nagranie Apache z 1996 roku.

Z Blackmore’s Night z debiutanckiej płyty Shadow of the Moon nagranie Play minstrel play. Płyta i nagranie z 1997 roku.

XXI wiek

Z Blackmore’ Night Göttliche Devise. Nagranie z 2010 roku.

Po raz kolejny z Blackmore’s Night w nagraniu Carry on… Jon. Nagranie poświęcone pamięci Jona Lorda. Pochodzi z 2013 roku.

 

I tyle. Niech o muzyku opowie jego gra. I niech ta gra trwa jak najdłużej.

 

pozdrawiam

Świątecznie

Miało być w świątecznej atmosferze, ale wciąż kwitnę w Rosji i wrócę dopiero jutro wieczorem. Ten wyjazd narusza trochę rodzinną tradycję. W Wielką Sobotę ZAWSZE byłem w domu. A w tym roku nie będzie mnie. Wrócę dopiero późnym wieczorem. Ot rozkład lotów i połączenia. Nie sprzyjają mi.

Na razie siedzę w hotelu w Lipiecku. Pogoda iście rosyjska… Cały dzień walił śnieg. Niestety przy dodatniej temperaturze. Breja po kolana. Buty suszą się na kaloryferze. Wierzę, że wyschną bo… to jedyne jakie zabrałem. Poleciałem tylko z bagażem podręcznym. A to skutecznie ogranicza ilość wszystkiego. Na 3 dni wystarczy.

Ale miało być wielkanocnie.

Wszystkim czytenikom życzę więc:

WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH, MOKREGO ŚMIGUSA I… CHWILI ODDECHU ORAZ REFLEKSJI

 

 

Pozdrawiam

Wybieram się w podróż

Nagłą i niespodziewaną. Do Rosji. Dziś dostałem wizę, kupiłem bilety. Lecę w czwartek.

Będę tam wszystkiego 3 dni. I na sobotnie południe planuję małą wycieczkę po Moskwie. To jedyny dzień, w którym znajdę chwilę dla siebie. Tylko dzięki beznadziejnym połączeniom lotniczym. Musze dolecieć z Warszawy do Moskwy. Z Moskwy do Lipiecka. To wszystko w czwartek. Wracam, jak pisałem, w sobotę. Do Moskwy przylecę z Lipiecka koło 8 rano. Samolot do Warszawy mam o 18. W tym czasie muszę zmienić lotnisko z Domodiedowo na Szeremietiewo. Leżą około 80 kilometrów od siebie z dwóch, przeciwległych, stron Moskwy. I to jest okazja do krótkiej wycieczki po Moskwie.

I tak sobie myślę, że to będzie niepowtarzalna okazja żeby zanucić Я шагаю по Москве.

Do domu wrócę w sobotę wieczorem. Trochę to zakłóci świąteczne przygotowania, które spadną na rodzinę. Ale czasem tak bywa.

Pozdrawiam